wróć do spisu opowiadań


"Mróz. Alternatywa" autorstwa użytkownika TowarzyszAnonim

"Mróz. Alternatywa"
TowarzyszAnonim
12 listopada 2018


Wagon zapewniał niewiele ciepła, więc żołnierze siedzieli otuleni płaszczami i kocami. Większość 104 Kompanii już spała, kilku bardziej wytrwałych grało w karty. Stawki nie były wysokie, ledwie parę marek. Chodziło bardziej o samą przyjemność gry.
Jeager odczuwał zmęczenie, ale nie mógł usnąć. Wiedział, że skoro świt trafi na front.
Sam nie wiedział, czy bardziej się boi, czy cieszy. Chciał już walczyć ze Związkiem Radzieckim, a jednocześnie zdawał sobie sprawę, że będzie musiał chwycić broń i zabijać, a z tego nikt nie powinien być dumny.
- Nie śpisz jeszcze? - Usłyszał niski głos. Zdał sobie wtedy sprawę z tego, że jednym z graczy jest sierżant Braun, dowódca ich oddziału.
Wszyscy z tu obecnych dopiero zakończyli szkolenie, a on, urodzony dowódca, któremu wszyscy wróżyli świetlaną przyszłość ukończył trening z najlepszymi wynikami.
- Nie - mruknął ponuro.
- Wybacz, ale nie pamiętam jak się nazywasz... - Spojrzał nań przenikliwie.
- Eren. - Odparł szeregowiec. - Eren Jeager, panie sierżancie. Z Berlina.
- Reiner Braun z Hamburga. Miło poznać.
Dzieliła ich spora przestrzeń, więc nie uścisnęli sobie dłoni. Choć czy wypadało się tak zachowywać wobec starszego stopniem?
- Nie możesz się już doczekać walki, prawda?
- Można tak powiedzieć...
- Jeszcze pożałujesz tych słów. - Powiedział nagle jakoś ostro.
Chłopak przestraszył się lekko, w końcu armia niemiecka miała walczyć z pieśnią na ustach, na chwałę ojczyzny! - Wojna jest najgorszym, co nas w życiu spotkało. A jeżeli już tak jej pragniesz, to przynajmniej pamiętaj, by wyzbyć się wszystkich uprzedzeń i kłamstw, którymi faszerowano nas od dziecka. Nie walczymy dla Niemiec, tylko dla chorych ambicji tego psychopaty.
- Panie sierżancie! - Przeraził się Eren. Przecież za takie słowa mogło grozić rozstrzelanie!
- Ma racje. - Zabrał głos jego bardzo wysoki towarzysz w hełmie na głowie. - Spełniamy tylko szalone żądania szaleńca, a boimy się powiedzieć "nie".
- Tak nie można mówić!
- Można. - Uśmiechnął się Braun. - W końcu ty też tak myślisz. Wszyscy w tym pociągu tak myślą. Gdyby tak nie było, nie jechalibyśmy na front wschodni.
Jeager nie wiedział, co ma powiedzieć. Te słowa były równoznaczne ze zdradą stanu, a jednak... dziwnie prawdziwe. I jakoś upiornie podobne, do tego, co mówili jego ojciec i matka.
- Powiedz mi, co cię motywuje, by walczyć z Sowietami?
Na to pytanie doskonale znał odpowiedź.
- Chcę zniszczyć Związek Radziecki! - Krzyknął bez zastanowienia.
Czterej żołnierze dookoła sierżanta parsknęli śmiechem, nie zważając, czy kogoś obudzą.
- Kiedy armia Paulusa staje pod Stalingradem, Leeb i Küchler nie radzą sobie z Leningradem, a nasze wojska coraz wolniej idą na Moskwę, kiedy walczą i giną miliony naszych, ty mówisz, że zniszczysz ZSRR?
- Jeden wierzący w zwycięstwo żołnierz jest wart więcej, niż zastęp załamanych żołdaków.
- I kiedyś tak było - powiedział ten wyższy. - Dopóki w grę nie wchodzą niewyczerpalne zasoby ludzkie Stalina i jego zerowy szacunek dla życia. Nawet Wermacht, wyposażony w najlepszą broń, najsilniejsze wsparcie powietrzne, starannie szkolny i dowodzony przez sztab geniuszy ulega ich niekończącej się fali.
- Mi się uda. - Powiedział Eren, zaciskając pięści. - Zobaczycie, że będą uciekać na mój widok w popłochu!
- Wobec tego jesteś głupcem, Erenie Jeagerze. - Mruknął Reiner. - I zapamiętaj sobie to, co mówią starzy weterani... Armia Czerwona nie ucieka, gdyż za ich plecami czeka jednostka NKWD. Jeżeli ktoś zrobi krok w tył, otwierają ogień.
Eren chciał jeszcze dyskutować, ale poczuł szarpnięcie za rękaw. Siedzący obok niego blond włosy, chuderlawy szeregowiec Arlet nie miał zamiaru dopuścić do jego konfrontacji z sierżantem.
- Daj spokój. - Powiedział. - Twoja siostra mówiła, byś nie dawał się ponosić emocjom.
Eren tylko posłał mu wściekłe spojrzenie, położył płaszczpod głowę i usnął.

Nazajutrz dojechali na mała stacyjkę. Przez okno ukazały się zrujnowane zabudowania niczym mumie zakonserwowane pod warstwą śniegu.
- Eren!
Sen prysł, jak bajka mydlana przekuta bagnetem.
- Co znowu, Arlet...? - Przeciągnął się. Gdy otworzył oczy, zobaczył, że przedział jest już prawie pusty, a tylko jego przyjaciel jeszcze czeka. - Wysiadamy?!
- Spałeś jak zabity.
W mgnieniu oka założył płaszcz i czapkę, narzucił plecak, do którego przytwierdzono hełm i chwycił karabin. Nawet nie zauważył, jak stał na peronie. Niektóre z przewijających się twarzy doskonale znał, inne były mu całkowicie obce. Tak więc razem z nim przyjechali tutaj i żołnierze Francji Vichy w niemieckich mundurach. A wraz z nimi Jean.
- Śpiąca królewna raczyła się obudzić? - Rzucił na powitanie.
- A Żabojad nauczyć się niemieckiego? - Odfuknął Eren.
- Co żeś ty powiedział?!
- Eren, może... - próbował powstrzymać przyjaciela Arlet, ale został odepchnięty.
- Żołnierze!
Ten głos przywołał ich do porządku. Ton tego, kto to powiedział był przepełniony mocą. Cała jednostka jak zahipnotyzowana ustawiła się w szeregach.
- Baczność! - Powtórzył głos.
Wtedy Eren pierwszy raz go ujrzał.
Trudno było ocenić wiek ów oficera o złotych włosach. Jego niebieskie oczy dokonywały przeglądu nowych żołnierzy, bacznie mierząc każdego z osobna wzrokiem. Jego mundur był szczególnie okazały, u pasa sterczała kabura z pistoletem. Był to człowiek szczególnie postawny, a charyzma biła od niego jak promienie słońca.
Po prawicy oficera stał inny, zapewne niższy rangą... i wzrostem. Tak, był bardzo niski.
Dziwnie przystrzyżone kruczoczarne włosy wystawały spod czapki oficerskiej, a zamiast krawata przy mundurze widniał Żelazny Krzyż III klasy.
- No i super. - Mruknął niby cicho, ale za razem tak by każdy go usłyszał, niski osobnik. - Prosząc o posiłki myślałem o jakiejś wprawionej w bojach kompanii, a nie koniecznie o przedszkolu. Ja na prawdę o Afrika Korps nie proszę. Przedszkole?!
Cóż sobie ten karzeł myśli? - pomyślał Jeager.
- Spokojnie, Levi. - Odpowiedział mu oficer.
A więc tamten nazywa się Levi. Bardzo dziwne imię. Takie... zupełnie nie niemieckie. Może jakiś ochotnik?
- Witajcie na froncie wschodnim! - Krzyknął dumnie blondyn.
- Jestem pułkownik Erwin, najwyższy rangą dowódca Wermachtu w okolicy!
Zostaliście tu ściągnięci, by zasilić nasze szeregi. Nie ukrywam, że czeka nas ciężka przeprawa a was chrzest bojowy. Wiem, że już niedługo będzie nas czekać ważne zadanie, ale wierzę, że mu podołacie. Musicie tylko oddzielić indoktrynację nienawiści, którą was karmiono, oddzielić widzę od kłamstw. Wtedy przeżyjecie i będziecie zwyciężać. Staniecie się niepokonani!
Nikt nie klaskał. Chyba za bardzo przeraziło ich to, że przemowa była równoznaczna z buntem przeciwko ideologii Rzeszy.
Eren dostrzegł, że jedna z osób wydaje się nie przejmować wcale czymś takim. Sierżant Braun stał jakby nigdy nic, uśmiechając się tajemniczo.
- Lada chwila zostaniecie przewiezieni ciężarówkami na nasze pozycje. Otrzymacie przydziały i kwatery. To wszystko.
Nikt się nie poruszył.
- Ciężarówki czekają za rogiem. - Wskazał gniewnie Levi kierunek, w którym powinni się byli udać.
Pierwszy ruszył Reiner, zarzucając karabin na plecy.
Następny był jego wysoki towarzysz. W końcu i reszta ruszyła.
- Erwin? - Zapytał Arlet Erena. - Tak bez nazwiska?
- Nie musi się nim posługiwać. - Mruknął Jeager. - Ty na przykład nie lubisz swojego imienia.
- Tak to jest, gdy ma się kreatywnych rodziców. A twoje imię? Też jest bardzo dziwne.
- Jest tureckie. - Wzruszył obciążonymi ramionami Eren. - Ale brzmi jak niemieckie, co?
- Jak "Erwin".
Roześmiali się.
Nagle podszedł do nich jeden ze starszych żołnierzy.
- Jeager i Arlet? - Wymierzył w przyjaciół palcami.
- Tak jest! - Strzelili obcasami.
- Dostajecie przydział do oddziału kapitana Levi'a. Wasza ciężarówka już czeka. - Mówiąc to, odwrócił się do nich plecami i ruszył przed siebie. - Proszę za mną!
Levi'a?
Arlet i Jeager wymienili przerażone spojrzenia.
- Radzę wam uważać, nowicjusze. - Powiedział żołnierz. - To najlepszy żołnierz jakiego widziałem, a w promieniu stu kilometrów nie dorównuje mu nikt. Co prawda jest trochę... oschły i małomówny, ale powinniście go zrozumieć - podczas ostatniej akcji otoczył ich Specnaz. Wiecie co to jest? Elita Armii Czerwonej. Tylko kapitan przeżył.
To zmieniało postać rzeczy. Mieli zostać nowymi podwładnymi lokalnej legendy frontu. Należało się spodziewać wysokich wymagań.
- Zna go pan? - Zapytał Arlet.
Nie odpowiedział.
Plac, na który wyszli był kiedyś zapewne rynkiem tego miasta. Teraz zapełniały go wojskowe ciężarówki i żołnierze Wermachtu, taszczący sprzęt i bagaże. Dziwna była świadomość, że jeszcze niedawno mogły tu biegać dzieci... Wojna to faktycznie nic dobrego, lecz jej końcem były Moskwa, Londyn i Waszyngton.
- To specyficzny człowiek i trudno z nim żyć, ale możecie się od niego wiele nauczyć. - Powiedział żołnierz.
- Na czym polega jego "specyficzność"? - Zapytał Arlet.
- Jest jedyną mi znaną osobą która dodała sobie drugą literę "n" do nazwiska, by brzmiało bardziej niemiecko.
Faktycznie z niego dziwak. - Pomyślał Eren, po czym zapytał:
- A jak on się nazywa?
- Levi. - Odparł ich przewodnik, trudząc się nad wymową imienia. Skręcił w prawo. - Levi Ackermann.

W ciężarówce nie zastali jeszcze nowego dowódcy.
Ale Jeana już tak.
- Ty głupi Żabojadzie o końskiej twarzy, czemu nie kisisz się wśród swoich, Francuzów? - Syknął Jeager jadowicie i napiął mięśnie gotowy rzucić się na niego. Przecież to była kompania Wermachtu! Niemieckiego! Wojska Francji Vichy pewnie walczyły pod jej sztandarem, a on tu sobie spokojnie siedzi.
- A ty, czemu nie siedzisz wśród swoich? - Zapytał ironicznym tonem. - Wśród Sowietów? A tak przy okazji to ja nie mam końskiej twarzy!
- Tego ci nie daruję!
- Eren... - Usiłował rozdzielić go Arlet. Przed wyjazdem zaliczył długą pogadankę z jego przewrażliwioną siostrą o tym, by strał się trzymać przyjaciela z dala od kłopotów. Łatwo powiedzieć - kiedy przewyższający go wzrostem i siłą fizyczną Eren chciał brać udział w jakiejś bójce po prostu odpychał go na bok jak manekina, a nawet irracjonalna obsesja jego siostrzyczki nie pozwalała mu dokonywać cudów.
- Uspokójcie się. - Warknął jeden z żołnierzy z nasuniętym na oczy hełmem, uchylając się przed jednym z ciosów. - Wy mnie nie obchodzicie, ale ja chcę zrobić na kapitanie dobre pierwsze wrażenie.
- Uznajmy, że kapitan to docenia.
Jean powoli wysunął pieść z twarzy Erena, a Eren poluzował uścisk na jego gardle.
Bez wątpienia stał za nimi Levi.
Usiedli spokojnie na drewnianych ławkach po bokach, ciężko na siebie obrażeni.
- Mamy być tworem współpracującym ze sobą, tak zwanym "oddziałem" - powiedział niski dowódca i usiadł na ławce tyłem do kierunku jazdy.
Rekruci zobaczyli czyjeś ręce, zasunęła się swoista bramka zapobiegająca wypadnięciu podczas jazdy i samochód powoli ruszył. - Aby było jasne, na takie dziecinne zachowania przyzwolenia nie będzie.
Mówiąc to skarcił wzrokiem Jeagera i Francuza.
- Ja się nazywam Levi Ackermann. Dla was "kapitan Ackermann". Będziemy dzielić ziemiankę i walczyć ramię w ramię. Zostaliście wybrani tu, ze względu na wyniki egzaminów. Nie myślcie jednak, że jesteście najlepsi, miernoty. Po prostu wybrałem tych, którzy się jeszcze do czegoś nadadzą z waszej żałosnej grupy przedszkolnej. Na ten czas macie sobie wbić do głów dwie zasady: po pierwsze, nie boicie się wroga ani śmierci. Mnie się boicie. Po drugie to, co mówił pułkownik, jesteśmy na peryferiach frontu wschodniego i tu szaleństwo tego idioty z wąsikiem nie sięga. Wszelki fanatyzm będzie tępiony na równi z komunizmem. Skończyłem.
Eren zauważył, że wszyscy po kolei wymieniają przerażone spojrzenia. Również to, co powiedział kapitan było jawnym buntem przeciwko władzy! Porównanie systemu panującego do komunizmu i nazwanie wodza idiotą... gdyby te słowa padły w Berlinie, ba! W Generalnej Guberni, już dyndał by na szubienicy. A tu - sierżant Reiner i jego kolosalny towarzysz, pułkownik Erwin, kapitan Levi - wszyscy wydają się być otwartymi wrogami ustroju.
Zapanowała grobowa atmosfera. Żołnierze wbili wzrok w ziemię milcząc ponuro i tylko Ackermann wyjął spod płaszcza coś, co okazało się być termosem.
Bezceremonialnie nalał sobie herbaty, nikogo nie częstując.
Termometr wskazywał dziś dziewiętnaście stopni. Na minusie.

Eren zauważył, że obraz linii niemieckich diametralnie różni się od tego z plakatów propagandowych. Była to właściwie gruba linia okopów, najeżona ziemiankami i stanowiskami ogniowymi, w których ukryto ciężkie karabiny maszynowe, działka przeciwpancerne i lekkie armaty, a także moździerze. Wszędzie krzątały się sylwetki ubrane w ciepłe mundury, a życie obracało się dookoła sztabu, lazaretu, kuchni polowej i mieszkań.
Poza treningami walki, grą w karty i szachy nie było tu zbyt wiele zajęć.
Któregoś dnia Jeager wpadł na sierżanta Brauna.
- Moje gratulacje - siknął głową na jego widok Reiner. - Dostałeś się do nowego oddziału kapitana Ackermnna.
- I ja gratuluję. Dostałeś własny oddział pod komendę.
Sierżant tylko uśmiechnął się i wydobył z kieszeni ozdobną papierośnicę.
- Zapalisz?
- Nie, dziękuję.
- Wielu żołnierzy byłoby gotowych zabić za tego jednego papierosa. - Zaśmiał się Reiner z własnego dowcipu. - To towar luksusowy.
- Mówiąc szczerze, wolałbym kawałek szynki.
Tym razem roześmiali się obaj. Braun poklepał Erena po plecach i oddalił się w sobie tylko znanym kierunku.
- Kto by pomyślał, że niepokonana armia niemiecka utknie na radzieckiej wsi drżąc z zimna w zmrożonym błocie. - Powiedział wtedy stojący za Erenem Arlet, który cały czas nie mógł pogodzić się z wojskową rzeczywistością. Była to już ich druga linia obrony.
Kiedyś byli za horyzontem.
Dawniej przetoczyły się tędy czołgi, wojsko zadecydowało też założyć lotnisko polowe w małej wsi kilka kilometrów dalej. Otoczono ją przez cienką linię tymczasowych okopów, które tylko miały wytrzymać do następnej dostawy paliwa. Wtedy jednak Armia Czerwona przeprowadziła kontratak, dzięki nowym, wypoczętym żołnierzom z Syberii. Wiedzieli, bo pojmany oficer się wygadał. Z samą piechotą dali by sobie radę, ale gdy do natarcia ruszyły świeżo wyprodukowane T-34 wiedzieli, że sprawa jest przegrana. Ogólnie, to linie okopów były trzy - pierwsza, stracona, druga, na której się znajdowali i oddalona o kilkanaście kilometrów trzecia, najsilniejsza. Broniła niewielkiego miasta na zachodzie. Dostały też własne kryptonimy operacyjne: Maria, Rosa i Sina.
W tej chwili należało bronić Rosy za wszelką cenę, jednak wszyscy wiedzieli, że pułkownik Erwin planuje już wielką operację odzyskania wału Maria oraz lądowiska. Prawdopodobnie cała eskadra dwudziestu bombowców nurkujących JU 84 "Stuka", które tam stacjonowały uległa zniszczeniu, ale cały czas pozostawało ono punktem strategicznie ważnym.
- Zobaczysz, jeszcze zwyciężymy! - Powiedział Eren i ściskając w ręku miskę z zupą udał się ku ziemiance.
Powitał ich nie kto inny, jak kapitan Ackermann.
Nim zdążyli się przywitać ten wcisnął im w ręce miotły i autorytarnym spojrzeniem nakazał, by sprzątać.
Eren dobrze wiedział, że dyskusje o konieczności zamiatania budowli z ziemi, w których jedynym argumentem będzie posiłek i ludzka logika mogą się zakończyć nieprzyjemnie. Posłusznie więc wypełnił polecenie.
- Dzisiaj was czeka pierwsza wyprawa rozpoznawcza. - Mruknął Levi, opróżniając kolejną pułapkę na szczury. W całej ziemiance rozstawiono chyba z setkę tych szczytowych osiągnięć kapitańskiej myśli technicznej.
Trzeba było w nocy uważać, aby w jakąś nie wdepnąć. Jean już zaliczył wpadkę.
Całe okopy były pełne gryzoni, którym niski Ackermann wypowiedział osobistą wojnę, jak głosi legenda "za spichlerz dziadka".
Ile w niej było prawdy? Któż mógł wiedzieć! Jednak nie ulegał wątpliwości fakt, że każdego ranka oficer dokarmiał koty pełnym koszem szczurzych nieboszczyków.
Wyprawa? - Uśmiechnął się Eren w duchu. Nareszcie nadarzyła się okazja, by udowodnić swoją wartość! - Panie kapitanie...?
Nie dokończył, gdyż w drzwiach stanął jeden z rekrutów, bodajże imieniem Franz.
- Kapitanie Ackermann, pułkownik Erwin przekazuje dokumenty dotyczące planu "Błyskawica". Podobno wie pan o co chodzi...
- Połóż na stole. - Burknął Levi smętnie.
- Tak jest!
Franz wykonał polecenie, po czym rozejrzał się po wnętrzu.
- Kapitanie, nie widzę portretu wodza... - Powiedział.
Arlet i Jeager przełknęli ślinę nerwowo. Wiedzieli, jak cała jednostka jest anty-ustrojowa, z Levi'em na czele. A on jeszcze zapytał o coś takiego?
Tak na prawdę to jeszcze nie widzieli dowódcy wściekłego... i chyba nie chcieli.
- Jest portret. - Wzruszył ramionami Levi.
- Gdzie...?
Franz, wbijasz sobie gwóźdź do trumny.
- Właśnie na nim stoisz.
Mężczyzna zerwał się jak rażony piorunem, po czym zdał sobie sprawę, że wycieraczka to tak na prawdę odwrócony na lewą stronę portret dyktatora...
Nawet Eren z przyjacielem zaniemówili. Krytykować władzę to jedno, ale coś takiego? Dobra wiadomość była taka, że Levi nie mógł być już bardziej martwy po tych wszystkich przewinieniach. Będzie wisieć tak samo, jak bez uczynienia z podobizny wodza wycieraczki.
Nie wiedzieli nawet, kiedy u Levi'a zatarła się granica między manifestowaniem swoich przekonań, a głupotą...

Za krótkim pasem ziemi podziurawionej przez pociski rozpościerał się niewielki lasek osłaniający drogę do lotniska. Wszelkie planowanie wymagało stałego odświeżania informacji, na temat pozycji przeciwnika, więc zwiady były koniecznością.
Oddział kapitana Ackermanna był uzbrojony był w proste karabiny, jedynie dowódca pozwolił sobie na pistolet maszynowy. Do tego każdy dostał po dwa granaty.
Eren czuł się dziwnie. Nie potrafił opisać tej mieszanki stresu, drapiącej gardło i łaskoczącej wnętrzności. Tyle ćwiczeń, tyle lat czekania, aż w końcu podróż przez pół świata tylko dla tej jednej chwili...
Levi przykucnął i dał ręką znać, by inni zrobili to samo. Czyżby kogoś zauważył?
- Jak mówiłem podobno jesteście dobrymi żołnierzami - mruknął. - Od tej chwili jesteście na ziemi wroga. Nie przynieście mi wstydu.
Wszyscy po kolei kiwali głowami.
Jeager spędził wśród tych ludzi sporo czasu, a nadal nie umiał wszystkich nazwisk wymienić. Ten ogolony na łyso nazywał się chyba Springer z Cadenberge koło Hamburga. Dalej to Ulrich, Hans, Bolko...
- Ruszaj się, Jeager! - Szepnął złośliwie Jean, kierując się za kapitanem. Już miał mu odpyskować, ale Arlet zakneblował mu usta jakimś kawałkiem szmaty. To nie był czas na kłótnie.
Idąc tak przez las chłopak stracił poczucie czasu. Sylwetki chudych drzew, które cudem uchroniły się przed zniszczeniem, wszystkie identyczne, były hipnotyzujące. Człowiek wpatrywał się w jeden punkt, a dookoła niego takie same obiekty przemieszczały się w określonym kierunku, niczym w kalejdoskopie.
Minął kwadrans, czy godzina? Nie wiedział. Przegrał zegarek w karty z jednym z weteranów nazwiskiem Ness.
Gdy tak wyszli poza ścianę drzew, ściółka ustąpiła miejsca dziwnej, przegniłej masie zaschniętego błota, lodu, łusek i jakiejś... niezidentyfikowanej materii organicznej. Eren pochylił się za spalonym szkieletem armaty i zaczął czołgać. Miał na sobie szary płaszcz maskujący, więc o kamuflaż nie musiał się martwić.
Podłoże było zimne, do tego najeżone ostrymi przedmiotami.
Gdy przeciął sobie rękę kawałkiem blachy nie miał czasu nawet przemyć rany spirytusem. Wciąż szli naprzód.
Kapitan kazał im się rozglądać na wszystkie strony, zwracać uwagę na ukształtowanie terenu, możliwe przeszkody lub Sowietów. Puki co jednak żadnego wroga nie było widać.
I oby tak dalej. - Dopowiedział Eren w duchu.
Przeczołgał się jeszcze kilka metrów, po czym zahaczył ręką o coś twardego.
Przełknął ślinę, myśląc, że to mina. Dało się słyszeć bicie swojego serca.
Ze zdziwieniem jednak odkrył, że był to wgnieciony hełm z czerwoną gwiazdą. Ze zgrozą stwierdził, że leży na ludzkim trupie.
Chciał krzyczeć, ale głos uwiązł mu w gardle.
- Pamiętaj, Eren. - Usłyszał nagle w głowie głos ojca. - Jedziesz na prawdziwą wojnę, gdzie się zabija. Nic nie jest takie, jak pokazuje kłamliwa propaganda!
- Tato... - Jęknął cicho i położył się na ziemi. Po ubrudzonej twarzy pociekły łzy.
Leżał tak chwilę, aż do jego uszu dobiegły jakieś głosy.
Sowieci zobaczyli ich?!
Przeładował karabin i ruszył naprzód. Wiedział, że teraz nie czas na słabość. Musiał walczyć. W przeciwnym razie już nigdy nie zobaczy ojca, matki ani siostry. Nigdy już nie pojedzie nad morze.
Był gotowy strzelać do przeciwników.
Jakież więc było wielkie jego zdziwienie, gdy ujrzał zmarzniętego mężczyznę w niemieckim mundurze i celującego do niego Levi'a!
- Nie strzelać! - Syknął jeden z nich z niepokojąco wschodnim akcentem. - Jestem kapral Ivan! Z SS-Galizien!
Eren słyszał o ochotniczej dywizji ukraińskiej Waffen-SS. Wiedział też, że Ukraińcy od zawsze pragnęli swojego kraju, a co za tym idzie - chcieli pomścić zbrodnie Związku Radzieckiego na swoich ziemiach.
- Nie mamy żadnych powodów by wam wierzyć. - Warknął Ackermann. - Jakim cudem niby przetrwaliście tyle czasu sami, na terenie wroga?
- Jest tu ziemianka. - Wskazał Ivan. - A w niej... pan generał!
- Generał?
- Generał SS, Zackly!
Dołączył do jeszcze Hans, jak zawsze z uśmieszkiem typu "co przegapiłem?".
Eren nie wiedział kim miał być ten generał, ale Levi najwidoczniej tak.
- Generał Zackly zginął kilka tygodni temu... - Powiedział z niedowierzaniem.
- ...wraz z towarzyszącym mu oddziałem SS. - Dokończył Ivan. - Jest w ukrytej ziemiance.
- Zobaczę go, ale ty będziesz tu czekał, Ivanie. - Odparł kapitan. - Ilu was przeżyło?
- Dwóch i generał.
- Eren! - Mruknął Ackermann. - Choć.
Pierwszy raz kapitan zwrócił się do kogoś inaczej niż do bytu zbiorowego ("idioci" - on i Jean, "przedszkole" - cały oddział).
Jeager posłusznie odszedł na odległość, z której nikt nie mógł ich usłyszeć. W tym momencie Levi przyłożył mu pistolet do głowy.
- Zapamiętaj sobie jedno - powiedział kapitan. - SS to zbrodniarze!
Erena sparaliżował strach.
- Ukraińcy nie mają swojego kraju, więc łatwo dali się nam omamić. Obiecywaliśmy im wolną ojczyznę. Jednak ci z SS galicyjskiego oraz wszystkie jednostki Waffen-SS oprócz walki zbrojnej z wrogiem popełniają każdego dnia nie zliczone zbrodnie na ludności cywilnej.
- Panie kapitanie...
- Słuchaj mnie! Zamierzam zabić i tego człowieka, póki nie ma świadków. Możesz mi pomóc, albo uratować generała i mnie zabić. Zrozumiałeś?!
- Tak...
- Nim podejmiesz decyzję, chcę, byś obejrzał te zdjęcia. - Mówiąc to wcisnął mu w drżącą dłoń odbitki i odszedł na kilka kroków. - Masz minutę czasu.
Eren spojrzał na pierwsze zdjęcie - przedstawiało wielki rów wypełniony ludzkimi ciałami, a nad nim... dwóch ludzi w mundurach Waffen-SS z pistoletami w rękach... i strzelali do innych ludzi.
Odwrócił chaotycznie zdjęcie. Podpisano je: "To jest na porządku dziennym".
Następnie był to brodacz w okazałym mundurze osobiście rozstrzeliwujący jakiegoś klęczącego mężczyznę.
"To zmarły już generał Zackly z Waffen-SS".
Ta informacja była najwidoczniej nieaktualna.
Kolejne było całkiem niezrozumiałe: przedstawiało coś na kształt wielkiej stacji kolejowej.
"To jest obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau założony przez nasze władze w Polsce".
Następne przedstawiało dzieci w pasiastych strojach za drutem kolczastym.
"W obozie tym mordowane są codziennie tysiące kobiet, mężczyzn i dzieci. To wielki kompleks baraków więziennych, komór gazowych i krematoriów"
Eren nie wiedział, co ma powiedzieć. Jeżeli to była prawda i jednostki SS mordują niewinnych ludzi... nie można było tego tak zostawić. I ten Zackly... też musiał odejść. Wszyscy esesmani powinni zginąć... Tylko jak? Przecież to była armia! Nie dało się ich po prostu aresztować, mieli własne brygady pancerne, własne sztaby i Himmlera na czele.
Ostanie zdjęcie przedstawiało właśnie jego. Himmlera.
"Ten człowiek jest diabłem wcielonym, ma na swoich rękach krew milionów."
Levi chwycił pistolet i skierował się do ziemianki. Eren za nim.
- Jestem z panem, kapitanie!
- Panie kapitanie, nadchodzą! - Usłyszeli głos Ulricha, potem były już tylko wybuchy i strzały.

- Panie pułkowniku?
Brak reakcji.
- Panie pułkowniku!
- Tak, Hange?
To był dobry wynik. Jeszcze nigdy nie udało jej się odciągnąć Erwina od map za drugim razem.
- Chciałbym powiedzieć, że dostrzegliśmy coś.
- Coś, powiadasz?
- Tak, pułkowniku. Coś... - Odparła w typowy dla siebie sposób sanitariuszka Hange. - ...co wydaje się być radzieckim atakiem. Niezbyt licznym, z jakimiś... czołgami? Na kartce są szczegóły.
- Sowieci?! - Wrzasnął oficer, zarzucił płaszcz i chwycił czapkę. - Jednostki są w gotowości bojowej, prawda?
- Tak, Erwin... - Hange była kobieta, a jak wiadomo w Wermachcie nie zapewni to kariery. Mimo wszystko jednak pełniła obowiązki adiutanta pułkownika. Bynajmniej, nie oficjalnie. Teoretycznie był nim Levi.
- Wspaniale, Hange - stwierdził Erwin. - Niech wszystkie nasze jednostki atakują! Nie możemy dopuścić, by czołgi zaatakowały Rosę, więc wybijemy ich w walce bezpośredniej! Odsłonią tym atakiem swoje pozycje, a my zajmiemy lotnisko! Zaraz dopowiem szczegóły.
- Ale... przecież tam jest Levi ze swoim nowym oddziałem!
- Zgadza się. - Siknął głową Erwin. - To znaczy, że zniszczą trochę czołgów.
- Ale... atakować ich w otwartym polu?
- Oczywiście. Mamy Panzerfausty i kilka transporterów opancerzonych. Zmieciemy ich szturmem.
- Przyznaj się... te ustawienia ofensywne i koncentracja sił... ty to planowałeś i czekałeś na okazję, co?
- Znasz mnie lepiej niż kto inny, Hange. - Zaśmiał się i już go nie było.

- Ile czołgów? - Wyrwał Levi lornetkę z rąk Arleta.
- T-34. Widzę osiem, ale z tego co wczoraj czytałem mieli ich chyba trzydzieści... do tego piechota.
- Jeśli tu dojdą będzie po nas. - Zauważył Eren.
- Proste, będziemy walczyć. - Splunął Ackermann i założył zmienił magazynek.
- Z karabinami na czołgi? - Jęknął Jean opuszczając hełm na oczy.
- Otwórz moją torbę.
Francuz posłusznie wykonał rozkaz i już po chwili mieli na wyposażeniu trzy miny przeciwpancerne.
- Ktoś mądry powiedział kiedyś, że jak już ginąć to nie bezczynnie. - Mruknął Ivan z SS.
- Kto to taki był? - Zainteresował się Hans ocierając chusteczką pot z czoła. Widać było, że stresuje go pierwsza walka.
- Ja.
- Kretyn. - Warknął kapitan. - Osłaniajcie mnie i powoli przesuwajcie się w stronę czołgów. Jeżeli nie będziecie dość mobilni to mogą was zastrzelić z armat. Jeśli podejdziecie za blisko, zabiją was karabiny maszynowe. Jeśli nie będziecie uważać, zarobi to piechota. I tylko do niej strzelajcie. Zrozumiano?
- Tak jest! - Potwierdzili wszyscy żołnierze.
- Jeszcze jedno - znając Erwina lada chwila ich zaatakują inni żołnierze. Spróbują zająć lotnisko, a dzięki temu, że Sowieci próbują nas zaatakować ze wszystkich sił uda się ich okrążyć i zniszczyć.
Gdy to powiedział, schował dwie miny, chwycił jedną w lewą rękę, pistolet maszynowy w prawą.
Tak właśnie rozpoczynała się pierwsza bitwa Erena Jeagera.
Jego chrzest bojowy.
Cały czas jednak myślał o fotografiach. I o zdradzie władzy dokonanej przez kapitan Levi'a. Przez ten atak Armii Czerwonej cały plan eliminacji zbrodniarza legł w gruzach. Niech się teraz kryje w swojej tajnej ziemiance... Eren czuł wyraźnie, że ten człowiek nie dożyje jutra.

Levi nie wiedział, czy może ufać tym rekrutom. Poprzedni oddział... mogli walczyć ramię w ramię w ciemności. Nie musieli rozmawiać, ani nawet się widzieć, a jednak byli zgrani do granic możliwości...
Jeden z czołgów oddalił się od grupy. To znaczy, że strzelali przedtem przypadkowo, dla sprawdzenia dział.
Usłyszał język rosyjski.
Pierwszy czerwonoarmista, którego trafił był zapewne oficerem - nosił mniej brudny mundur, trochę okazalszy oraz pistolet zamiast karabinu. Padł na ziemię i ostrzelał szereg. Runęło dwóch kolejnych, ciężko rannych lub zabitych. Otworzyli ogień, ale nadal nie wiedzieli z której strony ich zaatakowano.
Czołg się nie zatrzymywał, co więcej - jechał dalej. Kapitan wychylił się z w miarę bezpiecznego dołu i rzucił pierwszą minę pod pojazd.
Zakrył uszy, chroniąc słuch przed hukiem.
Wybuch nie był zbyt potężny, ale uszkodził podbrzusze czołgu i pozrywał gąsienice. To wystarczyło, by sprowokować załogę do jego opuszczenia. Levi tylko na to czekał - uniósł broń i otworzył do wychodzących przez właz dachowy pancerniaków ogień.
Teraz już wiedzieli, gdzie jest.
Najbliższy z żołnierzy również padł, jednak to nie on strzelał - musiał się odezwać jego oddział. Wystrzelił jeszcze serię w kierunku nacierających przeciwników, schował się za wrakiem pierwszego T-34 i znów pędził co sił w nogach. Na drodze stanął kolejny czołg. Nim rzucił się w bok, jeszcze rzucił drugą minę pod jego gąsienice.
Odgłosy i fakt, że raz po raz słychać było czyjeś krzyki świadczył o tym, że inni wypełniają swoje zadanie.
Może nawet da się z nimi pracować?
Czołg jednak przejechał dalej, wcale nie najeżdżając na ładunek wybuchowy. Levi uskoczył, a ziemię w miejscu, w którym jeszcze nie dawno stał przecięły kule z pokładowego karabinu maszynowego drugiego pojazdu. Nie do końca będąc świadomym swojej głupoty podbiegł do pojazdu, chwycił niewypał i przerzucił przez cały czołg tak, że upadł na jego drodze.
Kolejny wybuch zredukował liczbę radzieckiej broni pancernej. Acz może nie, bo znając ZSRR w tym czasie wyprodukowali kolejną setkę...
Uciekającą załogę dorwało "przedszkole".
Levi wznowił ostrzał, tym razem w kierunku piechoty.
Biedni ludzie z tych czerwonoarmistów. Jak Niemcy ich nie zabiją, to zrobi to jednostka tajnej policji NKWD za nimi. Wedle Stalina dla żołnierza jest jedna droga - zwycięstwo. A jeśli ośmielisz się przegrać bądź uciec - jesteś wrogiem narodu. Okrutne, że to działało.
Jego rozmyślanie przerwał szarżujący T-34. Kto by pomyślał, że Sowieci nie będą sobie mogli poradzić z jednym człowiekiem...
Ostatnia mina wpadła pod gąsienice i... nic. Niewypał.

Kapitan Ackermann był najlepszy.
Eren był właśnie świadkiem tego, jak niski, niepozorny Levi niszczy dwa czołgi i zabija kilkunastu przeciwników.
Jego pierwsze zabójstwo było najtrudniejsze. Ofiarą padł jeden z komunistów, na oko nie wiele od niego starszy. Chaos jednak nie dał mu czasu się nad tym zastanawiać.
Potem już strzelał bez skrupułów, w końcu musiał udowodnić Reinerowi Braunowi, że się mylił...
Po kilku minutach pojawiły się też pierwsze starty - padł Ivan, trafiony w głowę i Bolko, poszarpany wrogimi bagnetami.
Jeager starał się trzymać blisko Arleta. W jego chudych rękach karabin wyglądał jak ciężki konar, a jednak dawał radę walczyć.
Kluczem do pozostania żywym było (tak jak mówił dowódca) przemieszczanie się.
W tej samej chwili zobaczył Hansa, kryjącego się w rowie.
Widać było, że kiedy próbuje uciekać od razu gonią go kule. Otoczyli go.
- Hans! - Wykrzyknął Jean w chwili, w której jeden z T-34 wystrzelił w kierunku żołnierza z armaty.
Nie miał szans przeżyć.
Francuz rzucił granat w kierunku pojazdu. Wybuch nie był zbyt silny, a pancerz wytrzymał go spokojnie. Eren zobaczył, jak ten bierze rozbieg, przez chwilę jest w powietrzu i ląduje na pojeździe. Wieżyczka chroniła go przed odbijającymi się od niej kulami.
Nie myśląc długo Jeager też ruszył w jego kierunku, zostawiając Arleta samego sobie.
Jean odciągnął zawleczkę i usiłował podłożyć pod lufę. Te kilka sekund pozwoliły mu zeskoczyć prosto na Erena, który odciągnął go na dodatkowe kilka metrów chroniąc przed eksplozją, a nawet gdy znalazł się w miarę bezpiecznej odległości, ciągnął go dalej.
I tym razem otworzył się właz, jednak do środka wpadł granat, a po chwili czołg rozsadziło od środka,tym razem wypuszczając z siebie chmurę ognia, jakby to budził się smok. Kapitan Levi dał o sobie znać.
- Eren... - Zakaszlał Francuz. - Ty mnie uratowałeś?
- Natomiast ty zniszczyłeś czołg. - Uśmiechnął się Jeager.
- Ale... kapitan...
- Durny Żabojadzie, on tylko dokończył robotę!
Wtedy właśnie uścisnęli sobie dłonie. Pierwszy i jedyny raz.

Levi wiedział, że popełnił błąd zostawiając czołg sam sobie i zniszczył inny. Ale gadanie sobie po środku pola bitwy, jak to robili Jean i Eren, było dopiero idiotyzmem.
Ackermann próbował dalej strzelać, ale automat się zaciął.
Teoretycznie zostało mu jeszcze trochę amunicji, a tu - pistolet kaput.
Najwidoczniej Polacy, którzy go montowali, brali udział w jakimś sabotażu polegającym na dostarczaniu na front wschodni wadliwej broni. Chyba nie przewidzieli, że zamiast do fanatycznego esesmana może trafić w ręce kogoś, kto również walczy z dyktaturą...
- Nie mniej dzięki, Polacy - odrzucił broń na bok i spojrzał na sylwetki nadbiegających czerwonoarmistów i czołgu obracającego armatę w jego kierunku.
Następny wybuch, który rozerwał pancerz nie był już dziełem ani jego, ani nawet oddziału.
- Erwin, a ja myślałem, że ty się tylko na śniadania spóźniasz!

Eren się uśmiechał.
Podobnie jak Arlet, Jean, czy reszta żołnierzy.
Ujrzeli już utracone lotnisko i powiewającą nad nim czerwoną flagę.
Dysponowali jednostkami przeciwpancernymi, silną piechotą i kilkoma wozami opancerzonymi. Do tego Sowieci wysłali większość swoich jednostek do ataku, więc ten punkt strategiczny pozostał praktycznie bezbronny.
Jeśli zajmą lotnisko, linia umocnień Maria również będzie ich.
To pułkownik Erwin ruszył im z pomocą. W czasie krótkiej potyczki udało się całkowicie rozbić oddziały radzieckie.
Teraz wszystko było kwestią czasu.

Zdobyta wieś, a wraz z nią i lotnisko otrzymały nową nazwę. Od dziś Krasnowo zwało się po prostu Klein Flugplatz. Co dziwne, w miejsce czerwonej bandery nie zawisła swastyka, a Balkenkreuz - czarny krzyż będący symbolem Wermachtu. Opatrzono generała Waffen-SS, który teraz chodził napuszony własną dumą - zupełnie, jakby to on wygrał potyczkę. Okazało się, że we wsi zostały tylko dwa czołgi, niewielki garnizon i jednostka NKWD, która wykazał się największym "heroizmem" na widok Niemców - podnieśli ręce do góry.
- No, pokazaliśmy komuchom. - Zagadał pewnego razu Reiner Braun do Erena, gdy ten wracał od kuchni polowej z prowizorycznym gulaszem nazywanym przez żołnierzy "Co w trawie piszczy?".
- Ponieśliście jakieś straty? - Zapytał wtedy Eren.
- Na szczęście nie. A wy?
- Hans, Bolko, Ulrich i Joseph nie żyją. - Odparł Jeager smętnie. - Kurt umiera, zostało mu może kilka dni. Do tego Aloiz stracił oko, a Maxa postrzelili w nogę.
- Tak mi przykro...
- Nie o to chodzi, by się nad nimi użalać. Trzeba postawić sobie ich poświęcenie za przykład i iść dalej z podniesionym czołem.
Braun przetarł oczy ze zdziwienia.
- Czegoś tak mądrego się po tobie nie spodziewałem. - Uśmiechnął się i zniknął za rogiem ruiny chaty rolniczej.
- Eren!
Znał ten głos doskonale.
- Eren!
- Co się takiego stało?
Arlet biegł co sił w nogach, rozlewając sok mięsny z gulaszu na ziemię. Widać coś bardzo pilnego.
- Pan kapitan... - Wydyszał ciężko. - Wszystkich... Woła... Zebranie...
- No to na co jeszcze czekamy?!

Nie tylko Jean, Levi i reszta oddziału siedzieli w starej piwnicy służącej im za tymczasową bazę. Pojawił się i pułkownik Erwin.
Jedynym źródłem światła było ognisko, gdyż mało do którego domu na trenie ZSRR dochodził prąd. Zwłaszcza na wsi.
Eren zauważył, że wszyscy mają miny przestraszone i oglądają zdjęcia.
Tak, te zdjęcia.
Te same, które pokazał mu Levi.
Dosiadł się do kręgu, a gdy przyszła jego kolej, odmówił.
Nie miał ochoty oglądać czegoś takiego jeszcze raz.
- Jestem dumny z waszej postawy, z wszego poświęcenia - zaczął pułkownik. - Ale jak widzicie nic nie jest takie, jak nam pokazano. Z tego co wiem, Eren już zna historię od kapitana?
Jeager niepewnie skinął głową.
- Nie martwcie się - dodał po chwili Erwin tonem ciepłym, pełnym nadziei. - I my, Wermacht, walczymy już z dyktaturą i SS.
Widząc pełne zwątpienia spojrzenie podkomendnych, kontynuował:
- Oczywiście, tylko nieliczni z nas. Ale wierzcie mi, mamy wielu przyjaciół. Choćby feldmarszałka Rommla, dowódcę Afrika Korps, który nie skalał się zbrodnią, a co więcej! Sprzeciwia się przecież otwarcie wszelkim tego typu zachowaniom! Pomyślcie o generale Blaskowitzu, który organizował procesy esesmanów na terenach Polski, przez co został usunięty ze stanowiska, albo o naszym wywiadzie, Abwehrze, która zwalcza wywiad SS, Sicherheitsdienst. Admirał Canaris, szef wywiadu jest przecież przeciwnikiem dyktatury... Więcej o jego działalności wam nie mogę zdradzić, ale wiedzcie, że są siły, które chcą upadku tyranii.
Jeśli mijasz oficera, nie wiesz, czy tak jak ja, lub Ackermann nie bierze udziału w... czymś wielkim?
- Jest plan, który może uwolnić Niemcy. - Zabrał głos Ackermann, ściągając na siebie wzrok. - Nie powiem wam nic, póki nie zabijemy tego generała SS!
- Ale... jak? - Zapytał cicho Jean.
- Oficjalnie nie ma meldunków, o jego odnalezieniu. Berlin myśli, że on nie żyje. Ci którzy go widzieli myślą, że jest esesmanem - z nikim nie rozmawia, a nie ma na sobie munduru generalskiego. Nikt go nie będzie szukał. Wszyscy milczeli, ale w duchu każdy wiedział, że dołączy do tego planu.
- Czy jesteście z nami? - Zapytał Levi Ackermann.
- Do śmierci! - Wykrzyknął Eren.
- Do śmierci! - Powtórzyli Arlet i Jean.
- Do śmierci! - Ryknął cały oddział jednym głosem.

Generał Zackly dostał mały pokoik w najlepiej zachowanej chacie, na poddaszu. Pod sobą miał tylko sztab Erwina.
Zdjął mundur, włożył białą koszulę. Nadszedł czas na sen.
Było zimno, to fakt, ale w ziemiance zdążył przywyknąć do mrozu.
Nagle zaskrzypiała podłoga.
- Kto tam? - Zapytał esesman.
Z cienia wyłonił się człowiek w niemieckim mundurze ściskający pistolet. Był całkiem wysoki, miał krótko przycięte blond włosy i żadnych cech szczególnych.
- Kim jesteś?
- W imieniu towarzysza Stalina i wiecznego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich wydaję na pana wyrok śmierci. - Syknął Wasilij, albo jak kto woli "Reiner Braun".
Pociągnął za spust.

Zwycięstwo było złudne. Jednak ZSRR było ZSRR i w miejsce każdej zniszczonej jednostki powstawały dwie następne. Odbicie linii Maria było niemożliwe, podobnie jak obrona lotniska. Sowieci zaskoczyli Niemców nad rankiem, sprowadzili dywizje pancerne. Ciężkie czołgi KW-1 były zbyt dużym wyzwaniem dla piechoty, a nawet dla wozów opancerzonych.
Eren wiedział, że zginie. Wszyscy lada chwila zginą.
Ściskał karabin z tą myślą, szepcząc jednocześnie niczym modlitwę:
- Już nigdy nie wrócę do domu. Już nigdy nie zobaczę rodziców ani siostry. Już nigdy nie pojadę nad morze...
W cisną alejkę wjeżdżał właśnie czołg. Ryk jego silnika odbierał zmysły.
Rzucił granat, ten jednak nie mógł przebić pancerza. Zamiast tego odbił się, jak piłka i poleciał prosto w jego stronę... próbował biec, ale ucieczka była daremna.
Huk był ogłuszający, potem tylko ból. Gdy odwrócił się, zobaczył postrzępione szczątki czegoś, co kiedyś było jego nogą.
Wtedy odezwały się karabiny maszynowe. Strzelcy na dachach usiłowali walczyć z kolosem. Ten jednak spokojnie odwrócił wieżyczkę na lewo, wystrzelił, po czym na prawo i również wystrzelił. Strzały umilkły.
Jeager jednak czołgał się alej, wytrwale.
Czołg ruszył.
- Eren!
To wyrwało go z odrętwienia. Przecież... ten głos...
- Arlet... - Szepnął boleśnie.
Odwrócił się.
Minął, tak po prostu minął przyjaciela. Jego krew zabarwiła śnieg na czerwień, a wszystko wskazywało, że jego obie nogi zostały przestrzelone. Lada chwila miał go rozjechać KW-1!
Nie myśląc wiele, odbił się na ostatniej kończynie, odpychając Arleta w lewo, samemu tym samym kładąc się pod gąsienicami pojazdu.
- Nie! - Ryknął tylko ten niski, blond włosy chłopak, który lepiej by się sprawdził już jako naukowiec, niż żołnierz, widząc jak cały szeregowiec Eren Jeager znika połknięty przez tego stalowego tytana.
Została po nim tylko ręka, w której do ostatnich chwil coś ściskał. Był to podłużny przedmiot zaczepiony na cienkim sznurku, a kształtem przypominał klucz...

Pułkownik Erwin wiedział, że ich atakują. To była klęska. Jego Waterloo.
- "Pułkownku" - odczytał na głos treść ostatniej depeszy. - "Jestem pełen podziwu dla pana i pańskich ludzi. Akcja odbicia lotniska z rąk wroga była przeprowadzona w sposób, którego sam feldmarszałek Rommel by się nie powstydził. Zapewniam, że wsparcie w postaci... - Przełknął ślinę. - ...dywizji pancernej Waffen-SS jest już w drodze. Do tego oczywiście eskadra bombowców nurkujących Ju 87, bo czym jest lotnisko bez samolotów? Jako nagrodę proszę przyjąć Krzyż Żelazny Pierwszej Klasy, podobnie jak kapitan Ackermann, który wykazał godną Niemca odwagę."
Rzucił kartkę na ziemię, założył płaszcz, przypiął do pasa kaburę z pistoletem i nałożył czapkę. Stanie przed obliczem śmierci, jak na żołnierza przystało.
Otworzył drzwi i wyszedł na kilka kroków.
Przed oczami miał pancerz radzieckiego czołgu.
Stał niewzruszony, gdy gąsienice były już centymetry od jego twarzy.
W ostatniej chwili życia Erwin zasalutował. Po aliancku.
"Podpisano, feldmarszałek Feodor von Bock"


SŁOWNICZEK

NSDAP - Nowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników. Z początku była to grupa nazistów wierzących Hitlerowi, posiadała własne bojówki - elitarną grupę obrony Hitlera, czyli SS dowodzone przez Himmlera oraz główną siłę - SA, dowodzone przez Ernsta Röhma. Z czasem jedyne legalne ugrupowanie polityczne w III Rzeszy. Trybunał w Norymberdze uznał NSDAP za organizację zbrodniczą.

Wermacht - niemieckie siły zbrojne walczące w hiszpańskiej wojnie domowej i II wojnie światowej. Dzielił się na trzy części z których każda posiadała osobny sztab i dowództwo: Heer - wojska lądowe, Luftwaffe - lotnictwo i Kriegsmarine - marynarkę.

Waffen-SS - jedna z dwóch sił wojskowych III Rzeszy. Podlegało NSDAP, powstało po przekształceniu paramilitarnego SS w regularną armię, z czasem zdobyło nawet własny wywiad. Dowódcą został Heinrich Himmler. Waffen-SS popełniało zbrodnie na ludności cywilnej i jeńcach, za co zostało zdelegalizowane i uznane za organizację zbrodniczą.

Abwehra – wywiad Wermachtu. Przez całe swoje istnienie dowodzona przez Wilhelma Canarisa. Po wykryciu w jej szeregach licznych działaczy antynazistowskich (zwłaszcza dowódcy) została zlikwidowana. Funkcję Abwehry przejął Sicherheitsdienst.

Sicherheitsdienst – wywiad SS. Podczas wojny rozrósł się do znacznych rozmiarów. Funkcjonariusze SD brali udział w eksterminacji ludności żydowskiej, organizowaniu łapanek i akcji przeciwko ruchom oporu. Trybunał w Norymberdze uznał SD za organizację zbrodniczą.

Armia Czerwona - siły zbrojne partii komunistycznej. Uformowana w celu obalenia w Rosji caratu i podboju świata. Gdy ten się nie udał za sprawą zatrzymania Armii Czerwonej pod Warszawą została siłą militarną ZSRR. Była najliczniejszą na świecie, lecz bardzo prymitywna i kiepsko wyekwipowana. W czasie II wojny światowej popełniła niewyobrażalne zbrodnie wojenne i grabiła majątki.

NKWD - Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR. Jedna z najbardziej krwawych organizacji świata. Sowiecka tajna policja polityczna, której można zarzucić między innymi: eksterminację i zbrodnie ludności cywilnej oraz jeńcach; prowadzenie przesłuchań z używaniem tortur; prowadzenie obozów śmierci; rozstrzeliwanie czerwonoarmistów oskarżonych o dezercję bądź inne poglądy polityczne. Oddziały NKWD podążały za jednostkami Armii Czerwonej, by gdy w przypadku, gdy żołnierze próbowali się cofnąć - zabić ich.

Specnaz – siły specjalne ZSRR, później Rosji. Chrzest bojowy przeszedł podczas wojny domowej w Hiszpanii, walczył w II wojnie światowej, jednak ich rozwój przypadł na lata 50-te. Funkcjonuje do dziś. Specnaz jest często wysyłany do operacji wręcz niewykonalnych – przez to często ginie wielu zakładników. Komandosi znani ze swojej bezwzględności. Podczas szkolenia tych żołnierzy często łamane są prawa człowieka.

Heinrich Himmler (1900-1945) - niemiecki polityk i wojskowy. Zbrodniarz wojenny. Szef SS i Gestapo, tajnej policji. Jeden z najważniejszych ludzi w III Rzeszy. "Ojciec" obozów śmierci, gett i Holocaustu. Jeden z największych masowych morderców wszech czasów. Po klęsce w II wojnie światowej popełnił samobójstwo.

Erwin Rommel (1891-1944) - niemiecki feldmarszałek. Bohater I wojny światowej. Po dojściu do władzy NSDAP nie przystąpił do partii, jednak otrzymał przydział w sztabie Hitlera. Szybko dostrzeżono jego wielki talent, więc otrzymał pod swoją komendę jednostkę pancerną, która zyskała sławę jako "Dywizja Duchów" - na kartach historii zapisali się jako najlepsi pancerniacy II wojny. Kariera Rommla nabrała już potem błyskawicznego tempa - został dowódcą legendarnego Afrika Korps, formacji Wermachtu, która nie skalała się zbrodniami wojennymi. Sam Erwin Rommel został zapamiętany jako jeden z najbardziej ludzkich dowódców niemieckich - odmawiał mordowania jeńców i żydów. Mimo odcięcia go od dostaw paliwa i sprzętu uczynił z kampanii afrykańskiej jedną z najtrudniejszych przepraw w czasie wojny. Nadzorował później budowę umocnień w Normandii. Zaangażował się w spisek na życie Hitlera, a gdy ten się nie udał został zmuszony do popełnienia samobójstwa. Zapamiętano go jako jednego z najlepszych strategów wszech czasów.

Fedor von Bock (1880-1945) - niemiecki feldmarszałek. Zasłynął z wielu spektakularnych zwycięstw na froncie wschodnim, zwłaszcza zajęcia Smoleńska. Został jednak przeniesiony po klęsce pod Moskwą na mniej znaczące pozycje. Z czasem przeszedł w stan spoczynku. Uznawany przez sympatyków Hitlera za zdrajcę, przez swoje kontakty z oficerami spiskującymi przeciwko dyktatorowi. Nie wziął jednak udziału w zamachu na niego, gdyż obawiał się konfrontacji z SS. Pod koniec wojny aliancki samolot ostrzelał jego samochód - zmarł od otrzymanych ran.

Wilhelm von Leeb (1876-1956) - niemiecki feldmarszałek. Jeden z dowódców wojsk Rzeszy podczas blokady Leningradu. Po poniesieniu klęski z rąk Armii Czerwonej odwołany ze stanowiska.

Georg von Küchler (1881-1968) - niemiecki feldmarszałek. Zbrodniarz wojenny. Walczył w Polsce, Holandii i Belgii. Brał udział w ataku na ZSRR, w tym w blokadzie Leningradu. Następca von Leeba. Po wojnie skazany na 20 lat więzienia. Ze względu na zły stan zdrowia zwolniony przedterminowo.

Fredrich Paulus (1890-1957) - niemiecki feldmarszałek. Zdolny oficer sztabowy przydzielony w miejsce godne, np. Rommla - pod Stalingrad. Wywiązał się z tego zadania najlepiej, jak umiał, lecz w obliczu śmierci tylu podkomendnych i okrążenia ich przez Armię Czerwoną zignorował rozkazy Hitlera i poddał się do niewoli. Zmarł dręczony wyrzutami sumienia za śmierć tysięcy Niemców.

Wilhelm Canaris (1887-1945) - niemiecki admirał. Szef wywiadu Rzeszy, Abwehry. Zagożały przeciwnik Hitlera, przez całą wojnę spiskował przeciwko niemu. Członek antyhitlerowskiej organizacji "Czarna Orkiestra". Po wyjściu na jaw jego działań pozbawiony stanowiska, aresztowany. Skazany na śmierć przez powieszenie, wyrok wykonano.

Johannes Blaskowitz (1883-1948) - niemiecki generał. Walczył w kampanii wrześniowej, a po jej zakończeniu pozostał na ziemiach polskich. Organizował procesy zbrodniarzy wojennych i esesmanów, przez co został przeniesiony z Warszawy na mniej eksponowane stanowisko oraz uniknął awansu. Po wojnie został aresztowany. W trakcie procesów norymberskich rzucił się z okna, co budzi wiele kontrowersji. Możliwe, że został zamordowany w odwecie za wyroki na członków SS.

T-34 - radziecki czołg średni, jeden z najbardziej znanych pojazdów pancernych świata. Ikona II wojny na froncie wschodnim. Używany do dziś.

KW-1 - radziecki czołg ciężki. Nazwany od radzieckiego komisarza obrony Klimenta Woroszyłowa.

Junkers Ju 87 "Stuka" - niemiecki bombowiec nurkujący. Jeden z najbardziej znanych samolotów wojskowych.

Panzerfaust – niemiecka broń przeciwpancerna.

Krzyż Żelazny - pruskie, potem niemieckie odznaczenie wojskowe nadawane za męstwo na polu walki, a także za sukcesy dowódcze.

Dodano: 19.11.2018



comments powered by Disqus

↑do góry
↑do góry
Szybki dostęp: kolejność oglądania, pierwsza seria, druga seria, trzecia seria, czwarta seria, odcinki specjalne, teatrzyk obrazkowy, filmy kinowe, bez żalu, gimnazjum tytanów, openingi, endingi.
Podobne anime: Bleach, Black Clover, Boku no Hero, Dr. Stone, Fairy Tail, Gintama, HunterxHunter, Naruto, One Piece, Saga Winlandzka, Yakusoku no Neverland.
Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich udostępnianie. Można je również zablokować w ustawieniach przeglądarki. Więcej w polityce prywatności.
Twoja Mała Japonia to grupa promująca kulturę japońską w Polsce. Naszym celem jest poszerzanie dostępności japońskich anime w ojczystym języku. Podejmujemy się tłumaczenia tylko i wyłącznie serii, które z różnych powodów nie zostały wydane oficjalnie, więc nie jesteśmy konkurencją dla oficjalnych wydawców, a ich uzupełnieniem. Dlatego również serie wydane oficjalnie po polsku są ze strony systematycznie usuwane, jak chociażby Przygody Sindbada. Na stronie pojawiają się tylko i wyłącznie polskie, fanowskie wersje językowe (napisy), by nie działać na szkodę międzynarodowym wydawcom, nie publikujemy wersji angielskich ani bez napisów (rawów). Jeśli mimo tego na stronie został naruszony czyjś dobry interes, prosimy o kontakt oficjalnego przedstawiciela na e-mail podany w dziale Kontakt.