wróć do spisu opowiadań


"Jajecznica" autorstwa Chan Lee
"Jajecznica"
Chan Lee
15 czerwca 2013


Nastał nowy dzień. Wczesne promienie słońca uparcie wdzierały się do pokoi, budząc swym blaskiem śpiących mieszkańców zamku. Leniwie i powoli otwierali powieki, próbując zagłuszyć ziewanie. Od bardzo dawna nie mieli takiego długiego i spokojnego snu. Niczym nie znęcony spokój sprawiał poczucie bezgranicznego szczęścia. Wszystkie troski, złe chwile, nieprzyjemne wspomnienia odeszły w zapomnienie. Czas zacząć nowy rozdział w życiu. Na nogach była już piątka z drużyny kaprala Leviego. Bez pośpiechu wykonywali poranną toaletę, po czym umyci schodzili na śniadanie. Nikt się nie kłócił, wręcz przeciwnie – żartowali, wygłupiali się, niektórzy nawet śpiewali cicho pod nosem. Zapowiadał się piękny i spokojny dzień…

- Hmmm… To było pyszne! – zamruczał Erd i z wielkim uśmiechem masował się po okrągłym brzuchu.

- Stary! Idź na kucharza! – krzyknął Gunter, również zadowolony ze smacznego śniadania.

- Dziękuję – Mike ubrany w różowy fartuszek, stał przy piecyku i smażył jajka dla spóźnialskich. Wczoraj w nagrodę za swoją pracę otrzymali kilkadziesiąt świeżych jajek, więc śniadanie było tym lepsze. Dieta składająca się głównie z warzyw nie była zbyt pożywna.

- Chwila! A co z jajecznicą?! – krzyknął niezadowolony Auruo. Jemu jak zwykle nic nie pasowało.

- Musicie jeszcze chwilkę poczekać – Uspokoił go Mike, siadając przy stole.

- Dziwne…

- Co? – Eren zdziwił się zachowaniem Petry, która rozglądała się po pomieszczeniu, jakby na kogoś czekała.

- Jeszcze nie ma Leviego i Elsy! – stwierdziła, wychylając się za siedzącego obok niej Erda. Nikt jednak nie nadchodził, co przybiło ją doszczętnie.

- Właśnie! Przecież panienka zawsze wstawała jako pierwsza i nas budziła! A kapral Levi zawsze jako pierwszy przychodził na śniadanie. – Słowa Guntera zadziałały na nią niczym płachta na byka.

- Jaka tam z niej panienka? Przecież ona zachowuje się jak mężczyzna, a nie kobieta! – wrzasnęła Petra, nie mogąc już tego słuchać. Nie lubiła Elsy, była o nią chorobliwie zazdrosna.

- Petra, uspokój się! Wszyscy wiemy, że jesteś zazdrosna o kaprala…

- Nieprawda! – krzyknęła cała czerwona.

- Prawda, prawda kotku! – zadrwił Auruo, co zakończyło się dla niego tragicznie.

- Zamknij się! – Uderzenie było na tyle celne, że mężczyzna poleciał do tyłu, kończąc swoją podróż na ścianie pomieszczenia. – Co za zboczeniec! – pisnęła i wybiegła z jadalni. Zapadła głucha cisza. Auruo zbierał się z podłogi, wycierając krew płynącą z nosa.

- Niech to. Ta dziewczyna to demon… - jęknął. Na tę uwagę, wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem i rechotem. Eren zwijał się w bólach, Erd uderzał pięścią w stół, jako jedyny normalny Mike chichotał pod nosem.

- Widocznie coś musiało się stać – odezwał się, gdy wbijał kolejne jajka na patelnię.

- Wątpię – Auruo nie wydawał się być wcale zaniepokojony. Usiadł przy stole, a na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech.

- Dlaczego? – Eren nie krył zdziwienia.

- Po prostu pewnie jeszcze śpią. – Erd starał się zachować spokój. Niezbyt mu się to udawało.

- O właśnie! Przecież śpią w jednej sypialni…

- Yyy… czy wy sugerujecie, że nasze gołąbeczki…

- Są wymęczone po wczorajszej nocy – dokończył za niego Auruo. Obecni w jadalni wymienili między sobą dwuznaczne spojrzenia, po czym zaczęli się śmiać. Elsa i Levi w tak bliskim kontakcie? Dla nich to było niemożliwe i wręcz niewyobrażalne. Ta wizja była śmieszna, a jednocześnie przerażająca.

- Zobaczcie! – Wszyscy umilkli i spojrzeli na Mike, która z poważną miną wyglądał przez okno. Jak jeden mąż podeszli do niego i utkwili wzrok w miejscu, które wskazywał. Przez chwilę nikt nic nie mówił. Wpatrywali się w ogród z małym błyskiem w oku. Pogrążeni w własnych myślach, obserwowali dobrze im znaną dziewczynę. Siedziała na szerokiej, drewnianej ławce. Obok niej leżał jej wierny towarzysz, rudy i ogromny pies. Trzymał swój łeb na jej kolanach, a Elsa opierała swoją głowę o metalową poręcz, na której wiły się i kwitły czerwone róże. Łagodny wiatr rozwiewał jej brązowe włosy. Ubrana była w krótką, białą koszulę nocną na cienkich ramiączkach. Na jej twarzy widniał lekki uśmiech. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że śpi. Całą scenerię uzupełniał piękny ogród i śpiew ptaków, siedzących na pobliskich drzewach. Widok był urzekający. Nic dziwnego, że chłopcy nie mogli oderwać od niego wzroku. Co chwile wydawali z siebie ciche komentarze:

- Nie sądziłem, że ona jest taka ładna… - Eren nie potrafił odwrócić wzroku.

- Ja też nie… Wygląda jak anioł! – Zawtórował mu Gunter.

- Jest piękna.

- Och.

- Ach.

- Ech…

- Chyba jajecznica się przypala… - Jak zwykle nastrój musiał zepsuć Mike.

- Tak, tak. Przypala się… - odparł szybko Erd i dalej wraz z innymi łapczywie pożerał dziewczynę wzrokiem. Po chwili wszyscy jak jeden mąż podskoczyli i spojrzeli z przerażeniem na siebie.

- O boże, jajecznica się przypala! – krzyknęli równocześnie, niestety, było już za późno. Całą kuchnię wypełnił czarny, duszący dym.

- Nic nie widzę! – wrzasnął Gunter. Zrozpaczeni chłopcy zaczęli nieporęcznie chodzić po pomieszczeniu , co chwilę wpadając, przewracając, rozlewając, demolując lub zrzucając jakieś przedmioty.

- Zabieraj łapy zboczeńcu! – ryknął Eren, gdy nieznana mu dłoń wylądowała na jego tyłku.

- Yyy… Przepraszam! – Głos Auruo został zagłuszony przez wrzaski Erda.

- Okno! Otwórzcie okno! – Po chwili poszukiwań udało się odnaleźć klamkę. Gdy okno zostało otwarte, a dym zaczął wylatywać z kuchni, chłopcy aż piskliwie krzyknęli. No tak, widok nie dawał wiele do życzenia. Jak po przejściu huraganu wszystko było porozrzucane, potłuczone, porozlewane. Na szafkach i ścianach osadziły się czarne smugi. Właściwie nic nie było całe, a na domiar złego, jajka spaliły się razem z patelnią.

- O kurwa – Auruo nie mógł się powstrzymać, przed takim właśnie komentarzem, który wręcz idealnie oddawał tragedię sytuacji w jakiej się znaleźli.

- Mamy przesrane! – krzyknął Gunter i padł na kolana, ciągnąc się za włosy.

- Co teraz?

- Wiem! – Wszyscy z nikłą nadzieją w oczach spojrzeli na Erena, nad którego głową pojawiła się mała, zapalona żaróweczka.

- Ucieknijmy! – krzyknął. Zachwycony swoją inteligencją, aż podskoczył i klasnął ochoczo w ręce. Jednak jego towarzysze nie podzielali tego optymizmu. Auruo przejechał sobie dłonią po twarzy.

- Kretyn – podsumował i zaczął rozglądać się po kuchni, a raczej jej resztkach. Aż niemożliwe wydawało się zdemolować tak pomieszczenie w zaledwie minutę. Z każdym przejechanym metrem, chłopcy wpadali w coraz większą panikę. Jedynie Eren wykazał odrobinę rozwagi i próbując dodać innym i sobie otuchy podsumował:

- Mogło być gorzej. – Gdy skończył swoją wypowiedź, trzymające się na jednym zawiasie drzwiczki od szafki, spadły z hukiem ,rozbijając się o jedyny ocalały talerz.

- Yyyy… - uśmiechnął się niepewnie i widząc reakcję towarzyszy, pozostawił zaistniałą sytuację bez komentarza.

- No dobra, to może ktoś ma jakiś inny pomysł? – zapytał przerażony Erd.

- Może to po prostu posprzątamy? – szepnął Gunter i z rezygnacją podniósł ramiona.

- Pojeb… yy… to znaczy, dobrze się czujesz? Przecież to nam wieki zajmie! – jęknął Auruo.

- A masz lepszy pomysł? – Ton głosu bruneta znacznie się podniósł. Co jak co, ale nie pozwoli wątpić w swoją inteligencję.

- Możemy posprzątać, ale co z tego?! Chłopie, spójrz! Tu trzeba na nowo pomalować całą kuchnię, a już nie wspomnę o zakupieniu nowego wyposażenia!

- Pozwólcie, że się wtrącę, ale zapomnieliście o największej tragedii, jaka nas spotkała i wcale nie chodzi mi o gniew Elsy, choć to może się z tym równać – odezwał się Mike.

- A jest jeszcze coś gorszego?

- Tak – odparł spokojnie Mike, lecz po chwili wydarł się na cały zamek. – O BOŻE, LUDZIE! JAJECZNICA SIĘ SPALIŁA!!!

W całym zamku i jego rejonie dało się słyszeć jeden wspólny krzyk, wyrażający cierpienie i rozpacz:

- AAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

- Nie musiałeś mi o tym przypominać! – Głos Erda drżał, on sam z łzami w oczach klęczał na podłodze. Nie mógł uwierzyć, że został pozbawiony swojego ulubionego dania, dla którego opuścił ciepłe łóżko.

- Aż mnie w sercu zakuło! – krzyknął Auruo, opierając się o ścianę i trzymając dłoń na klatce piersiowej.

- Ja umrę bez jajecznicy! – wrzasnął Gunter i ukrył twarz w dłoniach.

- Wiem, że ta wiadomość jest straszna i przeżywacie jedne z najgorszych chwil w swoim życiu, ale trzymajcie się. Razem damy radę. Musimy się teraz wspierać. Pokażmy wszystkim, że nawet taka tragedia jak utrata pożywnych jajek nas nie załamie. – Poważny ton i wygląd Erena dodał im otuchy. Pomimo wielkiej tragedii, postanowili się nie poddawać. Jęki ucichły, łzy zostały otarte. Sprawa braku śniadania została zamknięta. Teraz najważniejsze było doprowadzenie kuchni do stanu używalności. Pogrążeni w rozmyślaniach, nie zauważyli jednej istotnej zmiany, jaka zaszła w ogrodzie. Nikogo tam nie było. Ławka była pusta. Burze mózgów w kuchni przerwał odgłos kroków dochodzących z salonu. Chłopcy spojrzeli na siebie przerażonym wzrokiem. Szybko wyjrzeli przez okno. Elsy nigdzie nie było. Kroki stawały się coraz głośniejsze. Jeszcze raz spojrzeli po sobie, po czym wydali z siebie ciche:

- O nie…

W tej chwili nie wiadomo po co, zaczęli biegać w kółko, wymachując rękoma jakby odganiali się od stada os. Z chwilą, gdy kroki były coraz głośniejsze, wzrastała w nich panika i przerażenie. Nerwowo rozglądali się za przedmiotami, za którymi można by było się schować. Nagle stanęli, było to takie nienaturalne, zupełnie jakby czas się zatrzymał, ale nie. Po prostu sparaliżował ich strach z chwilą, gdy zobaczyli swoją największą obawę w drzwiach. Obawę o imieniu Elsa. Przerażeni patrzyli w oczy brunetki, która o dziwo nie wyrażała kompletnie nic. Żadnej wściekłości, gniewu, zdziwienia. Zupełnie nic. Było to takie dziwne i jednocześnie przerażające, że Erd nie wytrzymał nadmiaru emocji i rzucił się do jej nóg, oplatając je rękoma, jednocześnie całując stopy. Jego twarz zalała fala łez.

- Litości panienko… (chlip)…jestem… (chlip)… jestem za młody, żeby umierać! – Jego jęki słychać było w całej posiadłości i nic dziwnego, że pozostali domownicy zebrali się w salonie i z daleka obserwowali zaistniałą sytuację.

- Panienko, błagam! Ja wiem, że nie zasługuję na twą litość, ale niech panienka pomyśli o moich dzieciach!

- Przecież ty nie masz dzieci! – Jak na komendę krzyknęli wszyscy zebrani w salonie.

- Ale kiedyś na pewno będę miał! – wrzasnął zdesperowany Erd, a z jego oczu wypadały wręcz wodospady łez. Elsa, która do tej pory nie dawała żadnych oznak życia, podniosła rękę. Obecni w salonie zamarli, wydając z siebie charakterystyczny odgłos zachłyśnięcia. Chłopcy obecni w resztkach kuchni, przytulili się do siebie, a Erd dalej lamentował. Jednak Elsa nie uderzyła blondyna, tak jak wszyscy myśleli. Po prostu podniosła rękę, by poprawić ramiączko od koszuli, które jej się zsunęło. Publiczności i winowajcy wypuścili głośno powietrze. I co teraz? Ten moment wydawał się być najgorszymi chwilami w ich życiu. Zapanowała głucha cisza, której nikt nie miał odwagi przerwać, jednak z każdą nową sekundą była ona nie do zniesienia.

- Trzeba iść do sklepu.

No tak, wydawałoby się, że sens zdania jest oczywisty. W końcu domownicy zostali pozbawieni najważniejszego pomieszczenia w zamku i zakupy są jak najbardziej na miejscu, jednak jakie było zdziwienie żołnierzy, gdy owe kilka słów padło z ust Elsy. Twarz dziewczyny w dalszym ciągu nie wyrażała żadnych negatywnych emocji, wręcz przeciwnie. Sprawiała wrażenie zamyślonej, gdy wzrokiem lustrowała resztki kuchni. Poruszyła się nieznacznie, dając Erdowi do zrozumienia, że ma ją puścić.

- Eren! Mike! Gunter! Erd! Auruo! – Jak jeden mąż stanęli na baczność, mimo to, nogi trzęsły im się jak galarety. Stali niczym baranki czekające na rzeź. Elsa przyjrzała się im bacznie, po czym głośno wciągnęła powietrze. Zamknęli oczy i już widzieli tę ciemną ścieżkę z malutkich światełkiem, które prowadzi do nieba… Przełknęli głośno ślinę i… nic. Minęła sekunda, dwie, a zamiast odstrzału, blondynka zaczęła dyktować listę zakupów. W tym momencie zamek się zatrząsnął. Czyżby trzęsienie ziemi nawiedziło rejon w którym mieszkali? Nie. Po prostu było to spowodowane przewróceniem się tylu osób na raz. No cóż, Elsa już nie raz pokazała, że umie zaskakiwać, ale teraz przerosła samą siebie. A gdzie wulgaryzmy? Krzyki? Wrzaski? Legendarny prawy sierpowy? Kopniak? Błyskawice w oczach? Ostrzenie noży, siekiery lub kosy? Po zdemolowaniu fragmentu zamku, te czynności powinny być wręcz oczywiste. A jednak nic takiego nie nastąpiło… Domownicy zamku coraz poważniej zaczęli się zastanawiać, czy przypadkiem prawdziwa Elsa nie została porwana, a sprawcy zastąpili ją klonem. Dość dziwna teoria, ale życie zwiadowców nie należało do najnormalniejszych, a więc trzeba było być przygotowanym na wszystko.

- Elsa, czy ty się dobrze czujesz? – Zapytała niepewnie Hanji, która z troską patrzyła na przyjaciółkę.

- Oczywiście – odparła brunetka, o zgrozo, ale wesołym głosem.

- Ale… ale… ale… - Istotnie Petra chciała coś powiedzieć, jednak skończyło się tylko na chęciach. Levi słysząc jakże inteligentną i długą wypowiedź koleżanki, przejechał sobie dłonią po twarzy.

- Petra chciała powiedzieć, że zachowujesz się dosyć dziwnie. Czy na pewno nic ci nie jest? – zapytał.

- Czuje się świetnie. Dlaczego tak sądzicie?

- No bo wiesz, jeszcze niedawno za to co zrobili, skazałabyś ich na wieczne tortury, albo po prostu zabiła. A teraz nic im nie zrobisz?

Elsa uśmiechnęła się do nich wesoło.

- Nie.

- Ale przecież zdemolowali całą kuchnię!

Elsa tylko podniosła ramiona i prychnęła:

- I tak mi się nie podobała.

Dodano: 29.06.2013



comments powered by Disqus

↑do góry
↑do góry
Szybki dostęp: kolejność oglądania, pierwsza seria, druga seria, trzecia seria, odcinki specjalne, teatrzyk obrazkowy, filmy kinowe, bez żalu, gimnazjum tytanów, openingi, endingi.
Podobne anime: Bleach, Black Clover, Fairy Tail, Gintama, HunterxHunter, Naruto, One Piece.
Strona wykorzystuje pliki cookies potocznie zwane ciasteczkami. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich udostępnianie. Można również zablokować ciasteczka w ustawieniach przeglądarki.
Na stronie nie są przechowywane żadne pliki wideo, strona archiwizuje jedynie ogólnodostępne linki do serwisów wideo, których użytkownicy potwierdzili legalność zamieszczonych materiałów.